W sobotę, 25 kwietnia, w jednym z mieszkań przy ul. Modrej na wrocławskim Kozanowie doszło do pożaru. Ogień został szybko opanowany, jednak dla jednej rodziny skutki tej tragedii są niewyobrażalne.
W jednej chwili stracili wszystko.
Cały dorobek życia — rzeczy codzienne, ubrania, sprzęty, ale też to, czego nie da się odzyskać: zdjęcia, pamiątki, wspomnienia zamknięte w przedmiotach. Zostało tylko to, co mieli na sobie.
Jeszcze niedawno mieli miejsce, które było ich bezpieczną przystanią. Dziś nie mają nawet najprostszych rzeczy. Nie mają do czego wrócić.
W tym wszystkim wydarzył się jednak moment, który daje im siłę, by próbować dalej.
Ich pies czekał przy drzwiach. Czekał na nich. Na ratunek.
To właśnie on — i inne psy, którymi się opiekowali — są dziś powodem, dla którego próbują się podnieść.
Przez lata pomagali innym. Prowadzili warsztaty szycia na Kozanowie, dzielili się swoją wiedzą i czasem. Ich dom był także miejscem tymczasowym dla psów — tych, które potrzebowały opieki i szansy na nowy dom. Współpracowali ze schroniskiem, dawali zwierzętom bezpieczeństwo i troskę.
Zawsze byli po tej drugiej stronie. Dziś sami muszą poprosić o pomoc.
– Nigdy nie przypuszczaliśmy, że przyjdzie dzień, w którym to my będziemy musieli prosić – mówią.
Zaczynają od zera. A właściwie — jak sami podkreślają — poniżej zera. Bo stracili nie tylko rzeczy, ale też poczucie bezpieczeństwa.
Trwa zbiórka, która ma pomóc im odbudować życie — krok po kroku. Zapewnić podstawowe rzeczy, dach nad głową i choć odrobinę stabilności dla nich i ich psów.
Każda pomoc ma dziś ogromne znaczenie. Każda wpłata, każde udostępnienie, każde dobre słowo.
LINK DO ZBIÓRKI ZNAJDZIECIE TUTAJ
Pożar na Kozanowie. Rodzina straciła dorobek życia, trwa zbiórka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze