Reklama

Hejt, który niszczy życie. Brutalna rzeczywistość youtuberów

19/05/2016 08:14

Rewolucja youtuberów nadeszła tak szybko, że świat dorosłych nie był na nią przygotowany. Dzieci i nastolatki w całej Polsce mają nowych idoli, o których ludzie powyżej trzydziestki nie wiedzą nic. Być może dlatego, że tracimy kontakt z naszymi dziećmi. Wciąż zabiegani i zapracowani, nie mamy nawet czasu poszukać klucza do tej alternatywnej rzeczywistości, w której żyje młodzież.

Gimper, czyli Tomasz D., ma 22 lata i jest jednym z najpopularniejszych youtuberów w naszym kraju. Filmy, które publikuje na YouTube, oglądają głównie uczniowie gimnazjum i liceum, ale także i młodsze dzieci.

- Zaczęło się od zajawki, to było siedem lat temu. Miałem tani mikrofon, zacząłem to po prostu nagrywać sobie, wrzucać - wspomina swoje początki Gimper. Poradniki do gier, które robił za darmo i w domowych warunkach, miały początkowo po kilkadziesiąt odsłon. - W pewnym momencie te wyświetlenia, te cyfry, to wszystko zaczęło bardzo szybko rosnąć - mówi.

Po kilku latach jego filmy zmieniły się w maszynkę do zarabiania pieniędzy. Wszystko dzięki setkom tysięcy fanów, którzy oglądają to, co nagrywa. To dla Gimpera powód do dumy, a on sam z uśmiechem pokazuje prezenty, jakie dostaje: maskotki, rekwizyty z gier itp. - Staram się to trzymać blisko, bo to mi przypomina, że w tym wszystkim są ludzie - mówi w rozmowie z naszym dziennikarzem.

Jednak mimo tych pozornie dobrych emocji, człowiek, którego filmy wyświetlane są w serwisie YouTube.com 15 mln razy miesięcznie, nie zgodził się na ujawnienie swojego wizerunku w naszym reportażu i nie autoryzował żadnej ze swoich wypowiedzi, kiedy usłyszał od nas niewygodne pytania.

A pytań trudno nie mieć, jeśli na filmach widać, jak Gimper buduje swoją popularność. Robi to między innymi na wulgarnym i agresywnym upokarzaniu innych. Mówiąc językiem internetu - na hejcie.

Przekonał się o tym boleśnie Krzysztof Woźniak, który podobnie jak Gimper nagrywa filmy na YouTube. Z wykształcenia jest prawnikiem, ale od lat jego źródło zarobków to właśnie wideo w internecie. Jego kanał ma prawie 200 tys. stałej widowni w różnym wieku i prawie pięć mln wyświetleń miesięcznie. I chociaż wcześniej żyli ze sobą w zgodzie, w styczniu zeszłego roku na Youconie, imprezie, na której fani mogli spotkać się ze swoimi ulubionymi youtuberami, niechcący zadarł z Gimperem. Jak opowiada dziś, stanął w obronie dziecka, które przeszkadzało w panelu dyskusyjnym i stwierdziło, że "nie ogląda Gimpera, bo za dużo przeklina".

Po spotkaniu z youtuberami młody człowiek stracił tożsamość, a stał się "grubym z Youconu". Widzowie Gimpera stworzyli przeróbki filmów z wizerunkiem chłopca, a potem gry, które youtuber następnie testował. Celem misji było zabicie... "grubego z Youconu". Dwie części "Gruby the game" są do dziś dostępne na jego kanale.

- Próbowałem tego chłopaka jakoś bronić. Znałem tego człowieka, więc zacząłem od próby rozmowy z Gimperem red. Dzieciak, zrobił źle, ale taka kara? Co on teraz w szkole musi przeżywać? - wspomina Krzysztof Woźniak. W odpowiedzi usłyszał, że to jest zabawne, a młodzież to lubi.

Zaraz potem Ator sam stał się celem Gimpera. Znów pojawiły się gry, tym razem jednak celem był Krzysztof Woźniak. Wszystko okraszone było wulgarnymi komentarzami. W ślady Gimpera poszli jego fani i to nie tylko w rzeczywistości wirtualnej. Jak twierdzi Woźniak, zdarzało mu się, że młodzi ludzie zaczepiali go na ulicy i opluwali.

- Wszędzie, gdzie się tylko da. Komentarze pod filmem, na Facebooku, wiadomości na fanpage"u, maile. To naprawdę nie jest przyjemne, jak idzie pan sobie po ulicy i nagle podchodzi do pana jakiś bardzo młody człowiek i pluje na pana - mówi Krzysztof Woźniak. Przyznaje, że przez Gimpera miewał myśli samobójcze.

Gimper broni się, że podobne ośmieszające filmy robi "o masie innych osób". A co mówi o konkretnym przypadku Woźniaka? Według Gimpera, Ator nie mówi prawdy, a informację o myślach samobójczych kwituje stwierdzeniem, że ta osoba "nie była u specjalisty".

W sierpniu zeszłego roku Krzysztof Wozniak pozwał do sadu Gimpera i kilku innych hejtujących go youtuberów. Zarzuca im pomówienie i niszczenie dobrego imienia.

Armia Gimpera jest gotowa wyszydzić i obrazić każdego, kogo wskaże ich wódz. Hajsownicy - bo tak właśnie nazywa się zamknięta grupa fanów youtubera na Facebooku - skupia 130 tys. najwierniejszych widzów Tomasza D. Grupa była kilkukrotnie usuwana przez administrację Facebooka, m.in. za nawoływanie do nienawiści i treści pornograficzne. To głównie ci ludzie atakowali w sieci chłopaka z Youconu, a potem Krzysztofa Woźniaka.

Według ekspertów, problem hejtu w sieci dotyka co piątego polskiego nastolatka i jest go coraz więcej. Nastolatkowie wrzucają zdjęcia i filmy do internetu, a następnie materiały te komentuje cała klasa albo szkoła, a nierzadko rozlewają się jeszcze szerzej. Stąd już o krok od dużego problemu.

- Dzieci mają myśli samobójcze, same się okaleczają, a w wielu przypadkach dochodzi do targnięcia się na swoje życie - mówi Agnieszka Nawarenko z fundacji Dzieci Niczyje.

Tak było w przypadku 14-letniego Dominika z Bieżunia, który powiesił się na sznurowadłach, bo nie wytrzymał agresji, jaka codziennie spotykała go w szkole i w internecie. Hejtowano go nawet po jego śmierci. - A to nie podobała się fryzura, a to jakie spodnie nosi. Nazywali go "pedziem" - opowiada Anna Aleksandrowicz, mama Dominika.

Dzieci, zwłaszcza te najmłodsze, nie widzą granicy miedzy internetowym show a prawdziwym światem. A o tym, że Gimper stawia na najmłodszych użytkowników sieci, świadczy fakt, że jego filmy często pokazują gry dla najmłodszych albo takie, w które najmłodsi chętnie grają.

Właśnie w ten sposób na kanał Gimpera trafił Grzegorz Marczak, redaktor naczelny serwisu Antyweb, jednego z największych serwisów technologicznych w polskim internecie. Jego syn jest wielbicielem gry Minecraft i do tego Grzegorz Marczak zastrzeżeń nie miał. Pojawiły się, gdy posłuchał tekstów, jakie sączą się z filmów o tej grze.

- Były tam takie wiązanki, że w praskim barze za dawnych czasów takie nie leciały. I to z ust niewiele starszego młodzieńca - wspomina Grzegorz Marczak i dodaje, że wtedy zaczął interesować się tym, co na YouTube się dzieje. Natrafił na królestwo Gimpera i jemu podobnych hejterów.

Według niego, w tym wszystkim chodzi tylko o pieniądze: takim youtuberom łatwo zebrać ogromną publiczność, a ta z kolei jest łakomym kąskiem dla reklamodawców, którzy muszą wykazać się tym, że dotarli do dużej grupy odbiorców. - Materiały kierowane do 12-latków nagle są sponsorowane przez firmy, które sprzedają samochody, superdrogie komputery, superdrogie buty - wylicza. Żadna z tych firm - twierdzi Marczak - jednak nie zastanawia się nad odpowiedzialnością za takie działania. W efekcie youtuberzy robią wszystko, żeby jeszcze bardziej rozkręcić swoją widownię.

Gimper należy do tzw. sieci partnerskiej Epic Makers, należącej do Agory. To jedna z wielu firm, która pośredniczy w sprzedaży reklam na kanale youtuberów w zamian za udział w ich zyskach z wyświetleń. Gimper, jak sam przyznaje w wywiadach, za same wyświetlenia na YouTube zarabia około 20 tys. zł miesięcznie. Firma Epic Makers nie chwali się na swojej stronie Gimperem, choć to jeden z jej najbardziej kasowych youtuberów. W odpowiedzi na prośby o wywiad w sprawie ich współpracy z kontrowersyjnym youtuberem dostaliśmy jednak jedynie e-mail z informacją, że firma Epic Makers nie ma wpływu na treści prezentowane przez Gimpera oraz ich nie komentuje.

Internetowy hejt to jednak problem nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Inne kraje jednak walczą z tym zjawiskiem bardziej zdecydowanie. W kwietniu 2013 roku siedemnastoletnia Rehtae Parsons z Kanady popełniła samobójstwo. Rok wcześniej została zgwałcona na imprezie przez czterech rówieśników, a następnie do sieci trafiły zdjęcia z tego wydarzenia. Po tej tragedii w kanadyjski stan Nowa Szkocja wprowadził bardzo restrykcyjne prawo, które miało ułatwić walkę z cyberprzemocą. Jej ofiary mogły np. zażądać konfiskaty komputerów, telefonów komórkowych i innych urządzeń użytych w przestępstwie. Ułatwiono też ofiarom odzyskanie kosztów usuwania obraźliwych treści z internetu.

W Stanach Zjednoczonych walka z hejtem wśród młodzieży opiera się na sankcjach, jakie może nałożyć na ucznia szkoła, np. wydaleniu. Jeśli hejter ma więcej niż 21 lat, a jego ofiara mniej niż 17, to grozi mu do pięciu lat więzienia i wysoka grzywna.

W Niemczech za przemoc słowną, mowę nienawiści i podżeganie do nienawiści grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Natomiast portale społecznościowe - na wniosek ofiary hejtu - mają obowiązek usunięcia obraźliwych materiałów w ciągu 48 godzin.

W Wielkiej Brytanii za mowę nienawiści (w tym internetowy hejt) grozi do pół roku więzienia i wysoka grzywna, a za wypowiedzi rasistowskie nawet siedem lat pozbawienia wolności. Poza tym, wszystkie szkoły współpracują z policją przy wykrywaniu cyberprzemocy - na przykład policjanci wchodzą do szkół i razem z uczniami przeglądają profile na Facebooku pod kątem hejtu, a potem rozmawiają z rodzicami i nauczycielami.

W Polsce, chociaż przepisy nie są najgorsze, problemem jest ich stosowanie. - Nie każdy policjant czy prokurator wie, jak to prawo stosować. Nie każdy policjant ma dostęp do internetu zewnętrznego i nie każdy może sprawdzić rzeczy, jakie my podajemy jako dowody - tłumaczy Joanna Grabarczyk z fundacji Hejtstop.​

Wkrótce po zakończeniu prac nad reportażem firma reprezentująca dotąd Gimpera zakończyła z nim współpracę, argumentując, że nie chce być kojarzona z taką formą przekazu.

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo 24wroclaw.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości