Bartłomiej Ciążyński, były wiceminister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska, były zastępca prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka, a dziś radny Lewicy, stanął dziś przed Sądem Rejonowym dla Wrocławia-Fabrycznej. Przez blisko dwie godziny tłumaczył się z głośnej afery związanej z używaniem służbowego samochodu do prywatnych celów i tankowaniem go za publiczne pieniądze — także podczas rodzinnego wyjazdu na wakacje do Słowenii.
– Nie przeszło mi przez głowę, że coś wyłudzam – mówił przed sądem.
Ciążyński jest prawnikiem. Najpierw był zastępcą prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka, później trafił do Warszawy, gdzie został wiceministrem sprawiedliwości, zastępcą Adama Bodnara. W rządzie utrzymał się krótko.
Latem 2024 roku portal WP.pl ujawnił, że korzystał ze służbowego auta należącego do państwowego instytutu PORT (Sieć Badawcza „Łukasiewicz”) w celach prywatnych. Co więcej — płacił służbową kartą za paliwo podczas rodzinnego wyjazdu do Słowenii, a także za inne prywatne przejazdy. Za publiczne pieniądze dokupił nawet płyn do spryskiwaczy.
Po publikacjach medialnych stracił stanowisko w rządzie. Dziś jest miejskim radnym we Wrocławiu.
Prokuratura: szkoda ponad 4,6 tys. zł
Według prokuratury Ciążyński przekroczył uprawnienia jako funkcjonariusz publiczny i doprowadził instytut do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na kwotę ponad 4,6 tys. zł. Zarzuty dotyczą okresu od czerwca do lipca 2024 roku.
Grozi mu do 10 lat więzienia.
„Odwoziłem dzieci, jeździłem na zakupy, do Czech i do Kłodzka”
Przed sądem Ciążyński przyznał, że korzystał z auta służbowego prywatnie:
– Odwoziłem dzieci do szkoły, jeździłem na zakupy, byłem na wycieczce w Czechach, u rodziny w Kłodzku.
Nie zaprzecza też wyjazdowi do Słowenii.
„Miałem przeświadczenie, że nie ma w tym nic nieprawidłowego”
Kluczowa linia obrony Ciążyńskiego: twierdzi, że nie wiedział, że nie wolno.
– Miałem przeświadczenie, że nie ma w tym nic nieprawidłowego – mówił w sądzie, tłumacząc, dlaczego płacił za paliwo służbową kartą.
Powoływał się na rozmowę z kierowniczką działu administracji:
– „Żeby zapłacić za paliwo, musi pan wpisać kod PIN, aktualny przebieg samochodu i przeciągnąć kartę przez terminal” – miała mu powiedzieć.
Reklama
A gdy zapytał, gdzie może jeździć, miał usłyszeć:
– „Dowolnie, poza Wielką Brytanią”.
Twierdził, że nie dostał żadnego regulaminu i nie poinformowano go o zakazie używania auta prywatnie.
„To były najciemniejsze chwile mojego życia”
Po wyjściu z sądu mówił dziennikarzom:
– Czekałem na ten dzień prawie 1,5 roku. Tak naprawdę pierwszy raz mogłem przedstawić swoją perspektywę. To były najciemniejsze chwile mojego życia. Kamień spadł mi z serca. Teraz pozostaje mi czekać.
Oddał pieniądze, ale to nie kończy sprawy
Ciążyński podkreśla, że zwrócił pieniądze wydane na paliwo i inne zakupy. Prokuratura jednak uważa, że sam zwrot nie kasuje odpowiedzialności karnej, bo chodzi o samo przekroczenie uprawnień.
To dopiero początek procesu
Dzisiejsza rozprawa była pierwszą w tej sprawie. Sąd wysłuchał wyjaśnień oskarżonego i odroczył proces. W kolejnych terminach przesłuchiwani będą świadkowie i przedstawiciele instytutu.
Płacił służbową kartą za paliwo podczas rodzinnego wyjazdu do Słowenii. Były wiceminister i zastępca Sutryka tłumaczy się przed sądem
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze