Przez prawie pół roku nikt nie widział w niej człowieka. Mijali ją codziennie. Wchodząc do mieszkań, zamykając drzwi, odwracając wzrok. Spała kilka metrów od ciepłych łóżek, za cienką ścianą cudzych domów. Na zimnym betonie klatki schodowej. Bez prywatności. Bez bezpieczeństwa. Bez godności. To nie jest opowieść o „bezdomnej z klatki”. To historia pani Haliny – kobiety, która miała dom, pracę i miłość. I straciła to wszystko w jednej chwili. Po śmierci partnera, z którym była przez 29 lat, została wyrzucona z mieszkania. Dosłownie. Razem z łóżkiem, meblami, całym dobytkiem i dwoma kotami – ich wspólnymi zwierzętami. Jedno z nich nie przeżyło. Od tego dnia jej adresem stała się klatka schodowa. Pomogła jedynie Kasia, wolontariuszka z EkoStraży Wrocław. Później do akcji wkroczył Team Litewka.
Pani Halina nie piła. Nie awanturowała się. Starała się być czysta. Starała się nie przeszkadzać. Po prostu… próbowała przetrwać. I to słowo jest tu kluczowe.....
Przez blisko 150 dni przetrwała – to jedyne właściwe słowo – na klatce schodowej. Jedni próbowali ją pocieszać. Inni przewracali jej wózek. Ktoś kopał kota. Bywała obiektem drwin. I to właśnie jest w tej historii najstraszniejsze.Jak łatwo dziś przychodzi nam napluć na drugiego człowieka.
Pani Halina zamknęła się w sobie. W jej świecie ten kawałek zimnego betonu stał się jedynym schronieniem. Jedynym miejscem, którego nikt jeszcze jej nie odebrał.
Starała się zachować czystość. Ale zapytajmy uczciwie: jak czystym można pozostać, mieszkając na klatce schodowej?
Kilka dni temu sąsiedzi wezwali organizację ratującą zwierzęta. Na miejsce przyjechała wolontariuszka EkoStraży – pani Kasia.
I wydarzyło się coś, co zmieniło wszystko. Pani Kasia zobaczyła człowieka, nie problem.
Usiadła obok pani Haliny. Wysłuchała jej historii. O kocie, który jest z nią od maleńkości. O misce z wodą. O zapasie jedzenia dla zwierzęcia. O strachu przed tym, że zostanie jej odebrane ostatnie, co jeszcze daje jej poczucie sensu.
Poznała historię kobiety, która była krawcową, ale z powodu pogarszającego się wzroku musiała porzucić zawód. Kobiety, która jeszcze przed śmiercią partnera pracowała na ochronie – aż do momentu, gdy firma została zamknięta, a pracownicy masowo zwolnieni.
A potem przyszły dwa dni, które złamały wszystko... jednego dnia straciła miłość życia, drugiego dach nad głową.
Po długich, spokojnych rozmowach pani Halina zgodziła się przekazać kota do bezpiecznego azylu. Tylko dlatego, że po raz pierwszy od bardzo dawna ktoś nie chciał się jej pozbyć – tylko naprawdę pomóc.
Od mrozu dzieliły ją już tylko jedne drzwi.
Pani Halina trafiła do ośrodka św. Brata Alberta – miejsca, w którym może zatrzymać się na kilka dni i spróbować stanąć na nogi. Niestety, to pomoc tymczasowa.
Ale wtedy do akcji wkroczyli kolejni dobrzy ludzie.
Dzięki ogromnemu zaangażowaniu wolontariuszy EkoStraży Wrocław oraz Teamu Litewka, w jeden dzień wydarzył się cud.
Finał, który przywraca wiarę
I wtedy wydarzyło się coś, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe.
Team Litewka kolejny raz dokonał cudu. Poseł Łukasz Litewka założył zbiórkę dla pani Haliny. W jeden wieczór ludzie z całej Polski zrobili coś niezwykłego – zebrano 220 tysięcy złotych.
Podjęto realne kroki, by pani Halina dostała pracę – jako stróż nocny. To praktycznie przesądzone. Kobieta nie pije, nie pali. Chce tylko normalnie żyć. Dzięki wspaniałym ludziom zebrano środki, które pozwolą wynająć jej mieszkanie, opłacić kaucję, zacząć od nowa bez strachu, że jutro znów trzeba będzie spać na betonie.
220 tysięcy w jeden wieczór to nie tylko pieniądze. To dowód, że empatia wciąż istnieje. Że obojętność nie wygrała.
Pani Halina odzyskuje to, co odebrano jej pół roku temu.
Godność!
Jednego dnia straciła partnera, mieszkanie i godność. Wrocławianka przez pół roku mieszkała na klatce schodowej, jej łóżkiem było krzesło
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze opinie