Reklama

Uwaga! TVN: Atakowani 25 razy! „Chyba ktoś musi zostać zamordowany, żeby to się skończyło”

07/06/2019 23:15

Dom pani Alicji i pana Stanisława stał się obiektem nieustannych, tajemniczych ataków nieznanych sprawców. Para od początku wskazuje policji, że stoi za tym sąsiad. Konflikt między mieszkańcami graniczących ze sobą domów w willowej części Wrocławia trwa blisko pięć lat. Sąsiad nie może pogodzić się z kształtem budynku pani Alicji i pana Stanisława.

Stanisław Wacław przekonuje, że nie wie, co w jego domu przeszkadza sąsiadowi.
- Wszystko jest zrobione zgodnie z prawem. Było pozwolenie na budowę. Sąsiad mógł protestować, ale nie protestował – mówi pan Stanisław.

Mężczyzna i jego partnerka zostali zaatakowani w garażu.
- Wbiegł za mną. Odwróciłem się i uderzył mnie cokolikiem [kaflem ceramicznym – red.] w głowę, upadłem. Alicja [partnerka pana Stanisława – red.] była w drzwiach garażowych, on zaczął obkładać ją pięściami – opowiada pan Stanisław.

- Miałem poważną operację, wstawiono mi parę drutów. Potem miałem trzymiesięczną rehabilitację. Wciąż nie jestem w stanie podnieść wysoko ręki.

- Kafel, którym bił, rozpadł się w drobne kawałki i całe szczęście się rozpadł, bo nie wiem, co by było dalej, gdyby był w całości – dodaje pani Alicja.

Pani Alicja i pan Stanisław zmagali się też z tajemniczymi atakami nieznanych sprawców na dom. Po kilku takich incydentach właściciele zamontowali wokół budynku monitoring.

- Na jednym z nagrań ktoś strzelał do kamery z wiatrówki. Na kolejnym nagraniu z kamery od strony sąsiada, widać jak rzuca kamieniami – mówi Alicja Woźniak i wylicza: Na innym nagraniu widać jak sprawcy rzucają balonikami wypełnionymi farbą i chyba olejem silnikowym. Baloników było około 20. Innym razem sprawca wszedł na działkę naszej sąsiadki i rzucał bombkami choinkowymi, które także były wypełnione farbą i olejem.

Woźniak uważa, że sąsiad chce ich zastraszyć.
- Chce, żebyśmy się bali, żebyśmy czuli się zaszczuci.

Pan Stanisław i pani Alicja kolejne zdarzenia zgłaszają na policję.
- To ciągle traktowane jest jako pojedynczy incydent i sprawcy są niewykryci – mówi pani Alicja.

Pani Alicja i pan Stanisław wzięli sprawy we własne ręce. Gdy sąsiad zaatakował ich w garażu, pani Alicji udało się go sfotografować.
- Udało mi się zrobić jedno zdjęcie, ponieważ miałam przeświadczenie, że nikt nam nie chce wierzyć, że sprawcą wszelkich czynów u nas jest nasz sąsiad – mówi pani Alicja.

Atak w garażu to jedyny incydent, który zaprowadził agresywnego sąsiada na ławę oskarżonych. Kilkanaście dni temu zapadł prawomocny wyrok – mężczyznę skazano na rok ograniczenia wolności i grzywnę.
- Sąsiedzi mówią o nim „król ulicy”. Wszystko chce wiedzieć i rządzić ulicą – mówi pan Stanisław.

- Z tym człowiekiem ciężko dojść do porozumienia. Siebie uważa za kogoś, a inni to są śmiecie. Pan Stanisław chce zgody, ale tamten musi też chcieć – mówi Ryszard Chorzępa, sąsiad.

Zgodnie z przewidywaniami mieszkańców, skazujący wyrok nie przerwał fali ataków. Tym razem uszkodzony został samochód.
- Usłyszałem hałas. To był ostatni strzał w szybę. Wszedłem do garażu, a on uciekał. Widziałem jego plecy, ale ja wiem, że to jest on, widzę go codziennie – zaznacza pan Stanisław.

- Na samochodzie był bagażnik. Mieliśmy w nim kamery. On zakrył kufer kocem, żeby się nie nagrało, to co robi. Wybite były wszystkie szyby – mówi Alicja Woźniak.

- Przekazaliśmy policji koc, na którym mogły być jego ślady, nawet daliśmy nowy worek i do środka wrzuciliśmy rękawiczki. Z tego, co wiem, to policja nic z tym nie zrobiła. Policjant nawet powiedział, że „leży to pod biurkiem” – dodaje pan Stanisław.

W ciągu blisko pięciu lat para była atakowana 25 razy. Choć wszystkie zdarzenia były zgłaszane na policję, poza pobiciem w garażu śledztwa nie skończyły się aktem oskarżenia.
- Daje się moim klientom do zrozumienia, że to oni są winni tej sytuacji, a sprawa jest błaha i to zawracanie głowy. Ja też tak się czuję. Czuję się jak intruz, kiedy próbuję skontaktować się z prowadzącym postępowanie, kiedy proszę, żeby przeprowadzić jakieś czynności dowodowe. Na ogół spotykam się z dużą niechęcią – podkreśla adwokat Aleksandra Ziembicka.

Dlaczego funkcjonariusze nie połączyli wszystkich zdarzeń, by ustalić, kto kryje się za nieznanymi sprawcami? Wrocławska policja zgodziła się na rozmowę przed kamerą w tej sprawie, ale w ostatniej chwili rzecznik komendy miejskiej zmienił zdanie.

- Ponieważ w tej sprawie jest obecnie prowadzone postępowanie przygotowawcze nadzorowane przez Prokuraturę Rejonową Wrocław-Krzyki. Obecnie z uwagi na charakter tej sprawy nie mogę udzielić więcej informacji w tej sprawie, oprócz tego, że policjanci wykonują czynności – stwierdza Łukasz Dutkowiak, rzecznik Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

Dlaczego policja nie wykryła sprawców w żadnej ze spraw? - dopytywał reporter.
- W każdej z tych spraw policjanci wykonali wiele czynności. Prowadzone jest w tej sprawie postępowanie pod nadzorem prokuratury, w sprawie szczegółów proszę kontaktować się z rzecznikiem prokuratury – mówi Dutkowiak.

Co musi się stać, żeby policja zaczęła działać?
- Ktoś musi zostać zamordowany – uważa pan Stanisław.
- Wielokrotnie powtarzałam policji, żeby zaczęli działać w naszych sprawach – dodaje pani Alicja.

Stan zagrożenia pani Alicji i pana Stanisława trwa. 15 maja doszło do kolejnego ataku - budynek znów obrzucono farbą.

Reklama

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo 24wroclaw.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości