Ceramika z Bolesławca od lat jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich produktów na świecie. Charakterystyczne ręcznie zdobione naczynia trafiają do klientów w Europie, Stanach Zjednoczonych i Azji. Dziś jednak branża mierzy się z poważnym kryzysem. Rosnące koszty produkcji, brak nowych pracowników i coraz śmielsza konkurencja z Chin sprawiają, że producenci alarmują o przyszłość jednego z symboli Dolnego Śląska.
Szczególnie niepokojące są doniesienia dotyczące podróbek, które – jak twierdzą przedstawiciele branży – coraz skuteczniej wprowadzają klientów w błąd.
Według producentów największym zagrożeniem stają się wyroby sprowadzane z Chin. Są one stylizowane na bolesławiecką ceramikę, a niekiedy do złudzenia przypominają oryginalne produkty.
Weronika Kalich, prezes Ceramiki Kalich, zwraca uwagę na praktyki, które trudno uznać za przypadkowe.
Jak mówi, Chińczycy mieli nazwać jedną ze swoich miejscowości „Bolesławiec”, aby legalnie umieszczać na produktach informację o miejscu pochodzenia. Dodatkowo dochodzi do kopiowania wzorów, a nawet logotypów polskich producentów.
– Wiemy, że Chińczycy nazwali jedną ze swoich miejscowości „Bolesławiec”, żeby móc legalnie pisać, że ich ceramika stamtąd pochodzi. Jednej z producentek skopiowano nawet logo. Interwencje w ambasadach i urzędach nie przyniosły efektu – alarmuje Weronika Kalich.
Przedsiębiorcy obawiają się, że przeciętny klient coraz częściej nie będzie w stanie odróżnić oryginalnego rękodzieła od tańszej imitacji.
Paradoksalnie problemem nie jest brak klientów. Jak wynika z informacji opisanych przez „Forbes”, zamówień nadal nie brakuje.
Niektórzy dystrybutorzy czekają na realizację zamówień nawet 10 miesięcy, a kontrakty hurtowe podpisywane są z dużym wyprzedzeniem.
Mimo tego sytuacja finansowa wielu producentów jest znacznie trudniejsza niż jeszcze kilka lat temu.
Rosnące ceny energii, gazu, surowców oraz wynagrodzeń powodują, że marże systematycznie maleją. Przedsiębiorcy przyznają, że nie wszystkie podwyżki kosztów mogą przenosić na klientów.
Dobrze pokazują to wyniki największych firm z regionu. Manufaktura w Bolesławcu osiągnęła w 2025 roku około 40 mln zł przychodów i 3 mln zł zysku. Dla porównania, dziesięć lat wcześniej przy znacznie niższych przychodach – około 17 mln zł – wypracowała zysk na poziomie 6 mln zł.
Państwowe Zakłady Ceramiczne „Bolesławiec” zakończyły rok stratą, a ich obecny prezes ujawnił, że przed zmianą zarządu rozważano nawet likwidację przedsiębiorstwa.
Coraz większym wyzwaniem staje się również brak pracowników.
W Bolesławcu i okolicach przy produkcji ceramiki pracuje około 1,5 tysiąca osób. Problem polega jednak na tym, że średnia wieku zatrudnionych systematycznie rośnie.
W samej Manufakturze w Bolesławcu wynosi ona już 58 lat.
Jak podkreślają przedstawiciele zakładów, większość osób zajmujących się ręcznym zdobieniem naczyń w najbliższych latach osiągnie wiek emerytalny, a młodzi coraz rzadziej decydują się na pracę wymagającą cierpliwości i precyzji.
Producenci nie zamierzają jednak rezygnować z dalszego rozwoju.
Coraz częściej sięgają po rozwiązania, które pozwalają zwiększyć wydajność produkcji, jednocześnie zachowując rękodzielniczy charakter wyrobów.
Jednym z przykładów jest wykorzystanie pistoletów natryskowych do części procesu zdobienia. Dzięki temu jedna osoba może przygotować nawet ponad 100 naczyń podczas zmiany, podczas gdy tradycyjną metodą powstaje średnio około 60.
Branża liczy, że nowoczesne rozwiązania pozwolą utrzymać konkurencyjność na zagranicznych rynkach, jednak podkreśla, że bez nowych pracowników oraz skuteczniejszej ochrony przed podróbkami przyszłość bolesławieckiej ceramiki może być coraz trudniejsza.
Choć zainteresowanie oryginalną ceramiką z Bolesławca wciąż pozostaje bardzo wysokie, producenci zgodnie przyznają, że walka toczy się już nie tylko o klientów, ale także o zachowanie wieloletniej tradycji, z której słynie Dolny Śląsk.
Chińczycy uderzają w słynną ceramikę z Bolesławca. Nazwali swoją miejscowość Bolesławiec i zalewają rynek podróbkami
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze